Choc maszyna byla w domu od zawsze, bo matka kupila swojego najlepszego na swiecie Lucznika przed moim narodzeniem, jakos pozno zaczelam (nie liczac szycia recznego). Matka szyla, jak musiala

ojciec (z zawodu mechanik samochodowy

) szyl i szyje do tej pory zdecydowanie chetniej. Do tej pory jak matka kupi sobie spodnie, to ojciec je skraca
Ja, mimo wczesniejszych bardzo niesmialych prob zaczelam na urlopie maciezynskim. I to wlasciwie z przypadku...
Widzialam gdzies okladke Anny, oczarowal mnie haftowany obrus na okladce i choc nie mialam pojecia o hafcie, wymyslilam, ze sie naucze, trzeba bylo tylko znalezc te gazete! Nie znalazlam

ale wpadla mi w rece Burda z wykrojami dla dzieci.
Zaczelam ambitnie, spodnie 3/4 w kant, z "mankietami", kieszeniami itd oraz do kompletu koszula z krotkim rekawem (tez z mankietami "oczywiscie"). Mialam w nosie oznaczenia o trudnosci i od razu szylam z materialu. Zabralo mi to trzy dni zycia, sam kolnierz wszywalam pol dnia, drugie tyle "rozpracowywalam" rozporek w spodniach (pornografia mi wychodzi

)
Tak, czy siak udalo sie, mimo poblazliwych usmieszkow i calkiem zlosliwych komentarzy rodzinki. I jakos poszlo. Przestalam sie bac. I cale szczescie, bo nie chce drugi raz szyc zaslon 100% recznie, hehe.
Po roku uszylam meskie spodnie "biodrowki", na "maluszka", ktory mial 100 cm w pasie, tworzac samodzielnie wykroj. I powiem nieskromnie, jego byla juz wowczas dziewczyna stwierdzila, ze nie widziala jeszcze spodni, ktore tak dobrze lezalyby na jego tylku
