Filc to najstarsza tkanina jaką zna człowiek. Najwcześniejsze próby filcowania datuje się na epokę neolitu (czyli około 5500 do 2300 p.n.e.). W następnych epokach – brązu i żelaza, metodą tą powszechnie wytwarzano tkaniny w całej Skandynawii. Wykopaliska archeologiczne potwierdzają, że około V w p.n.e. filc znany był m.in. na południowej Syberii. Resztki tego materiału (które dziś oglądać można w petersburskim Ermitażu) archeolodzy znaleźli w zamarzniętym grobowcu przywódcy koczowniczego plemienia. Również starożytni Rzymianie i Grecy używali tej metody do wytwarzania elementów odzieży – np. rzymscy legioniści wyposażeni byli w grube filcowe zbroje, chroniące ich przed strzałami wrogów. Metoda filcowania znana jest praktycznie na całym świecie, a niektóre społeczności używają jej po dziś dzień. Mongolskie namioty – zwane jurtami, są właśnie zrobione ze sfilcowanej owczej wełny, zaś tamtejsi pasterze używają filcowych peleryn, zwanych „kepenek” oraz czapek mających chronić ich w surowym klimacie Azji Centralnej. W Europie Wschodniej i Skandynawii do dziś powszechnie używane są wspominane już wojłoki.
Metoda domowa
Nie zamierzam oczywiście nikogo namawiać na własnoręczne wykonywanie obuwia, ale szczerze zachęcam do zabawy w tworzenie z filcu prostych ozdób – jak np. korali.
Cały proces filcowania zaczyna się oczywiście od owcy – dumnej posiadaczki runa, które owczarze bezlitośnie ścinają dwa razy do roku. Wełna, z której chcemy wyczarować nasze korale, powinna być jak najbielsza i jak najczystsza – tzn. koniecznie musi zostać wyprana w specjalnie do tego przeznaczonych pralkach (nie próbujcie tego robić w domu, bo w najlepszym wypadku skończy się to zatkaną kanalizacją), a następnie wyczesana – albo ręcznie, albo maszynowo. Z powodzeniem możecie te wszystkie procesy ominąć, kupując już gotową do filcowania – wyczesaną i czystą wełnę. Na jeden sznur potrzebne nam będzie około 100 g runa, a to koszt około 2 Lt. Wielu hodowców nie chce jednak sprzedawać tak „mikroskopijnych” ilości, więc nie pozostaje nam nic innego, jak wciągnąć w zabawę rodzinę, przyjaciół, znajomych i zaopatrzyć się w większą ilość. Uzbrojeni w wełnę, miskę z ciepłą wodą, mydło dla niemowląt i dużo wolnego czasu, możemy zabierać się do pracy.
Samo filcowanie jest bardzo proste. Należy wziąć kawałek wełny, przy pomocy kolistych ruchów dłoni delikatnie uformować z niej puszystą kulkę, którą następnie trzeba namoczyć w ciepłej wodzie i mocno wycisnąć. Teraz namydlamy porządnie ręce i „kulamy” w dłoniach wełnę, aż stwardnieje i przyjmie pożądany kształt. Pozostało jedynie dokładnie wypłukać „koral” – jeżeli jest dobrze zrobiony, nie ma szans, że straci kształt. Nie należy jednak robić zbyt twardych korali, bo wtedy bardzo namęczymy się przy nawlekaniu ich na nitkę. Kiedy już „ukulamy” pożądaną ilość korali, możemy przejść do etapu drugiego – farbowania.
W tej chwili, za pomocą zwykłych barwników do wełny, łatwo dostępnych w supermarketach i drogeriach, możemy wyczarować całą paletę kolorów i odcieni. Wszystko opiera się, generalnie rzecz biorąc, na mieszaniu podstawowych kolorów z żółtym. Na początek polecam farbować gotowe produkty – jest to z pewnością najprostsze rozwiązanie. Na „wyższym poziomie wtajemniczenia” można filcować już pofarbowaną wełnę, co umożliwia tworzenie niepowtarzalnych wielobarwnych obrazów, ale jest to trochę bardziej skomplikowany proces.
Wiek: 28 Dołączyła: 08 Mar 2007 Posty: 333 Skąd: Warszawa/Poznań
Ordery: Brak
Wysłany: 20 Kwiecień 2007, 11:04
Powiem wam że pracuje w Instytucie Włókien Nat. i mam tu wiele prac dotyczących czesanki ale polskiej - kiedyś to było jej dużo i tanio...szkoda że już chyba wszystkie zakłady poupadały i musimy sprowadzać czesankę z zagranicy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum