Ale co tam - raz kozie śmierć

Pierwszy kontakt z filcem miałam kilka lat temu za sprawą kursu prowadzonego przez Igę. Tam to udało mi się wytworzyć coś w deseń saszetki
Krzywa wyszła, kwiatek jakiś toporny w porównaniu z tym, co widziałam w Waszych pracach. Ale co tam - od czegoś trzeba było zacząć 
Filcowanie na mokro uznałam za zbyt pracochłonne i nadwyrężające moje i tak słabe nadgarstki i zarzuciłam... Ograniczyłam się do turlania kulek na biżuterię:





I w końcu spróbowałam, dzięki spotkaniu u mnie i Kasieńce, filcowania kwiatu na mokro... Od dawna chciałam się tej sztuczki naumieć.. Okazało się to przyjemnym doświadczeniem i oto efekty:
Pominę milczeniem kilka prób filcowania na sucho za pomocą foremek do pieczenia.. Aplikacje wyszły mniej lub bardziej udane.. Dziś wiem, że powinnam je jeszcze pomęczyć, żeby były uczciwie ufilcowane




bardzo mi się podobają zielenie, a i kwiatki są milutkie 

















Jednakze oglądając kwiatki muszę powiedzieć, ze widzę "gołym okiem", iż czesanka na brzegu kwiatka jest cieniej ułożona. Przy układaniu czesanki na kwiatek trzeba uważać, by była równo rozłożona, tzn. by nie było "dziur" i prześwitów.
he he he bardzo pozytywnie i jak tęczowo ............ 





Nowości