I zrobiłam! Oto moje dziełeczka-mydełeczka, pienią się wysmienicie, a jeszcze lepiej pachną!!! (opatrzyłam pudełko karteczką "to mydło - pod żadnym pozorem nie jesć")

Krótka opowiastka:
Na pierwszy rzut poszło brązowe. Biały wielbład był oporny, ale go pokonałam, choc nie do konca, widac białe grudki tez. Mało plastyczne.
Skład brązowego:
- cukier (uwaga, karmelizuje sie, nie nadaje się do jasnych mydełek)
- olejek czekoladowo-kawowy
- kakao
Nastepne było zaiście zołte, tez troszke grudek, bardzo plastyczne.
Skład:
- kurkuma (poczatkowo bardzo pomaranczowa, potem blednie)
- olejek cytrynowy
- suszona skórka pomarańczy
Ostatnie, białe, mistrzostwo swiata! Super się roztopiło, piekna konsystencja, mysle ze to zaleta odrobiny alkoholu. Kapitalne!
Skład:
- likier kokosowy
- wiórki kokosowe
Foremki miałam tylko takie malutkie i jedną dużą. Z brazowego zrobiłam jeszcze kule, ale wygladają niezbyt uroczo. Z wiórów mydlanych chciałam zrobic dekoracje, ale własciwie widac ja tylko tutaj:
Starałam się tez dokonac kul musujących, ale poza zołtymi od kurkumy dłońmi kiepsko. Składniki jak z przepisu podawanego wczesniej, ale nie chciały trzymac kształtu, rosły, musowały, jak juz je ugasiłam było za sypkie. Zrobiłam kilka, trzy z obrazka uwazam za najlepsze. Efekt w wodzie mało powalający.