hmm, no to już jestem po. i tak:
-używałam białego jelenia. chciałam go zetrzeć na tarce, to zamiast wiórów robiła się kaszka. starłam tylko kawałek, bo hurtowej produkcji na dziś nie planowałam. i tą kaszkę do gara, a tego gara do drugiego gara z wodą.
-sugerując się pierwszym przepisem, że TYLKO jedna łyżeczkę wody, tyleż dodałam; ale coś podejrzane mi się to wydało, po jakimś czasie dodałam jeszcze kilka; powoli zaczęło się topić, ale cosik opornie
-następnie zasugerowałam się przepisem od szaji: skoro tam jest napisane,że wióry mydła wsypuje się do wywaru z lawendy, zrobiłam takowy (oczywiście duuużo mniej, gdyż mydła też mniej użyłam) i do gara z mydłem
-bardzo delikatnie mieszałam, bardzo; tak rozprowadzałam
-a że niecierpliwa jestem, to jeszcze w trakcie łączenia wody z mydłem dodałam olejku lawendowego, oliwy z oliwek, aromat waniliowy, cukier z wanilią
- ładnie się wszystko mieszało, delikatnie i miało konsystencję budyniu; ale ja osioł jestem i w momencie,gdy trochę bardziej zgęstniało, zamiast przelać do formy, dolałam jeszcze trochę wody. nie ma to jak przedobrzyć!
-spieniło się trochę,ale ja uparta jestem (oprócz tego,że osioł) i dorzuciłam jeszcze trochę mydlanych wiórów z mydła bambino
-w sumie udało się uratować, bo zgęstniało,ale wyglądam przypominało zważone mleko
i oddzieliło się coś (woda?oliwa?) - coś takiego jak przy robieniu kremu do tortu mleko się zważy i oddziela się od kremu
-przełożyłam mydło do formy i poodciskałam to, co się oddzieło
-czekam na efekt