Więcej zdjęć jest tu - http://karolina-g.blogspot.com/2010/03/jedwabnik.html
a jeśli chodzi o tekst to mam nadzieję że dziewczyny całą imprezę opiszą bo mi coś dziś słowa się ładnie nie składają.
powiem tyle - najpierw było zaciekawienie (u niektórych nawet lekka obawa) co jest w kokonie.
potem jak już było wiadomo co, to zabrałyśmy się za gotowanie i nawijanie niteczki.
niezwykła zabawa.
i niezwykły materiał.



(mam cichą nadzieję że do dobrego działu trafiłam z tym tematem. jeśli nie bardzo proszę o poprawienie mnie)



. nie wiem w sumie ile my odwijałyśmy ten jeden kokon? pół godziny? dłużej?? wiem, że jeszcze po Waszym wyjściu bawiłam się w odwijanie jakieś 15 minut ale mnie już ręka rozbolała i znudziło mi się i w końcu nie odwinęłam do końca. miało to jeszcze drugi cel - kokon był już bardzo mocno przezroczysty i było widać, że larwa w środku się kompletnie rozgotowała i rozpadła na kawałki, więc wolałam ją wyrzucić, póki jest jeszcze w cienkiej otoczce z kokona a nie żeby mi się rozciapała w garnku
). 




,dzięki za wyczerpującą fotorelację.Co do robaczków to Was rozumiem,też bym miała obawy.Na filmiku od Tobatki ta produkcja robi wrażenie....ilość kokonów i oczywiście tempo ich zwijania
Nowości